Jak sprawdzić, czy strona WordPress ma wirusa

Często dostaję wiadomości, które zaczynają się bardzo podobnie:

„Klientka napisała mi, że na mojej stronie wyskakuje reklama kasyna. U mnie nic takiego nie ma.”

„Od tygodnia nikt nie kupuje, a ruch na stronie jest normalny.”

„Moje maile nagle lądują w spamie i nie wiem dlaczego.”

Strona niby działa, ale coś się nie zgadza. I bardzo często okazuje się, że to wirus. W tym wpisie pokazuję, jak sprawdzić, czy strona ma wirusa, nawet jeśli u Ciebie wszystko wygląda normalnie.

Krótka odpowiedź: wirus na WordPressie często jest niewidoczny dla właścicielki strony, bo potrafi działać tylko dla gości albo tylko na telefonie. Dlatego sprawdzaj stronę tak, jak widzą ją inni: w trybie incognito, na telefonie i w wynikach Google. Poniżej znajdziesz 7 sygnałów, na które warto zwrócić uwagę, i test, który zrobisz sama w 5 minut.

Dlaczego możesz nie widzieć wirusa na własnej stronie?

Wirusy na stronach nie są głupie. Ich celem jest działać jak najdłużej, więc starają się nie rzucać w oczy osobie, która mogłaby je usunąć. Czyli Tobie.

Dlatego złośliwy kod często:

  • nie pokazuje się osobom zalogowanym do WordPressa,
  • działa tylko na telefonie,
  • uruchamia się tylko u osób, które weszły z Google albo z reklamy,
  • pojawia się raz na kilka wejść, a potem znika.

Możesz więc codziennie zaglądać na swoją stronę i niczego nie zauważyć, podczas gdy Twoje klientki widzą coś zupełnie innego.

7 sygnałów, że strona może być zainfekowana

1. Strona przekierowuje na obce witryny.
Ktoś wchodzi na Twoją stronę, a ląduje na reklamie, „wygranej” albo stronie dla dorosłych. To najbardziej oczywisty sygnał, a jednocześnie ten, który najczęściej widzą inni, a nie Ty.
2. Przeglądarka pokazuje ostrzeżenie.
Czerwony ekran z napisem, że witryna jest niebezpieczna, oznacza, że Google już coś znalazł.
3. W Google pojawiają się dziwne wyniki pod Twoją domeną.
Podstrony z japońskimi znakami, lekami albo podróbkami marek, których nigdy nie tworzyłaś.
4. Maile zaczynają trafiać do spamu.
Zainfekowana strona może obniżać wiarygodność całej domeny. Skrzynka na tej samej domenie też na tym traci.
5. Klientki nie mogą zapłacić.
Bramki płatności potrafią blokować transakcje z podejrzanej strony.

Tak to wyglądało u jednej z moich klientek: prowadzi sklep z kosmetykami i nagle sprzedaż spadła. Ruch był normalny, ludzie dodawali produkty do koszyka, ale zakupy nie dochodziły do skutku. Klientka nie od razu pomyślała o wirusie. Szukała przyczyny w internecie, sprawdzała płatności i zastanawiała się, czy to nie po prostu gorszy miesiąc. Odezwała się do mnie dopiero po tygodniu.
Okazało się, że płatności były blokowane, bo strona była zawirusowana. Przez ten czas jej klientki pisały z pytaniem, dlaczego nie mogą zrobić zakupów, i musiały poczekać. Po wyczyszczeniu strony zakupy wróciły.

6. Hosting wysyła wiadomość albo blokuje stronę.
Mail o „podejrzanej aktywności”, wysyłce spamu czy zablokowanym koncie to sygnał, żeby działać od razu.
7. W panelu WordPressa jest coś, czego nie dodawałaś.
Nowy administrator, nieznana wtyczka albo pliki o dziwnych nazwach.

Uwaga: brak czegoś podejrzanego w panelu nie oznacza, że strona jest czysta. Panel WordPressa pokazuje tylko to, co strona „chce” Ci pokazać, a wirus potrafi ukryć swojego administratora albo wtyczkę. Zdarza się, że pojawiają się w panelu dopiero wtedy, gdy strona zostanie wyczyszczona od środka, czyli bezpośrednio w plikach na serwerze, a nie przez panel.

Jak sprawdzić, czy strona ma wirusa w 5 minut?

Nie potrzebujesz wiedzy technicznej. Potrzebujesz tylko spojrzeć na stronę oczami kogoś z zewnątrz.

1. Otwórz stronę w trybie incognito. Wtedy przeglądarka nie wie, że jesteś administratorką. Kliknij kilka podstron.
2. Wejdź na stronę z telefonu, najlepiej przez internet komórkowy, nie domowe wi-fi.
3. Wpisz w Google site:twojadomena.pl. Zobaczysz wszystkie podstrony, które Google zna. Szukaj tytułów, których nie pisałaś.
4. Zajrzyj do Google Search Console, do zakładki „Problemy dotyczące bezpieczeństwa”. Jeśli Google coś wykrył, informacja będzie właśnie tam.
5. Sprawdź stronę darmowym skanerem online, np. Sucuri SiteCheck.

Chcesz mieć wszystkie punkty w jednym miejscu? Moja checklista „Czy Twoja strona ma wirusa?” przeprowadzi Cię przez sprawdzenie krok po kroku. Od razu zobaczysz, czy masz się czym martwić.

Czego skaner nie pokaże

Czysty wynik skanera to dobra wiadomość, ale nie gwarancja. Skaner online widzi stronę z zewnątrz, tak jak gość. Nie zajrzy do plików na serwerze ani do bazy danych, a właśnie tam wirusy lubią się chować.

Jeśli skaner nic nie znalazł, a Ty nadal widzisz któryś z sygnałów powyżej, ufaj sygnałom.

Co zrobić, jeśli coś się potwierdzi?

Najpierw spokój. Wirus na stronie to problem, ale da się go rozwiązać. Gorzej, gdy w nerwach zrobimy coś, co go pogłębi.

Zrób od razu:

  • zmień hasła do WordPressa, hostingu i poczty,
  • wstrzymaj reklamy i kampanie, które kierują na stronę,
  • daj znać hostingowi.

Nie rób:

  • nie przywracaj kopii zapasowej na ślepo, bo ona też może być zawirusowana,
  • nie usuwaj plików, które „wyglądają podejrzanie”, jeśli nie wiesz, co robią,
  • nie instaluj kilku wtyczek zabezpieczających naraz.

Jeśli nie chcesz zajmować się tym sama, chętnie zrobię to za Ciebie. Zajmuję się odwirusowaniem stron WordPress: czyszczę stronę, zamykam furtkę, którą wirus wszedł, i pomagam zdjąć ewentualne blokady.

Kiedy ostatnio zaglądałaś do swojego WordPressa?

Nie pytam, kiedy ostatnio oglądałaś swoją stronę. Pytam, kiedy ostatnio logowałaś się do panelu WordPressa i sprawdzałaś, czy wtyczki są zaktualizowane.

Większość osób traktuje stronę jak coś, co raz się stawia i potem już samo działa. To największy błąd, jaki możemy popełnić. Wtyczki i motywy dostają aktualizacje między innymi po to, żeby łatać luki w zabezpieczeniach. Kiedy przez kilka miesięcy nikt ich nie aktualizuje, te luki zostają otwarte i właśnie przez nie wchodzi większość wirusów.

Strona nie musi wymagać od Ciebie dużo czasu. Wymaga tylko tego, żeby ktoś regularnie do niej zaglądał: Ty albo osoba, której to zlecisz.

Najczęstsze pytania

Tak. Większość ataków jest automatyczna. Boty szukają nieaktualnych wtyczek, a nie znanych marek, więc wielkość strony nie ma znaczenia.

Szczerze? Nie jestem zwolenniczką wtyczek zabezpieczających. Same są częstym celem ataków, więc zamiast chronić, potrafią narobić biedy. Dużo więcej dają regularne aktualizacje i zaglądanie do strony.

Hostingi często oferują czyszczenie albo przywrócenie kopii. Tylko że takie czyszczenie zwykle obejmuje same pliki strony, a pomija bazę danych, czyli miejsce, w którym WordPress przechowuje treści i ustawienia. Wirus ukryty w bazie zostaje. Do tego kopia zapasowa też może być zawirusowana, więc po jej przywróceniu problem wraca.

Mam dwie stałe ceny: 861 zł za stronę i 1476 zł za stronę ze sklepem. Co obejmuje odwirusowanie i jak wygląda, znajdziesz na stronie usługi.

Zanim zamkniesz ten wpis

Odpowiedz sobie na trzy pytania:

  • Czy sprawdziłam stronę w trybie incognito i na telefonie?
  • Czy wiem, kiedy ostatnio aktualizowałam wtyczki?
  • Czy mam kopię zapasową i wiem, że jest czysta?

Jeśli przy którymś pytaniu się zawahałaś, przejdź przez moją checklistę. Krok po kroku sprawdzisz, czy Twoja strona jest bezpieczna.